piątek, 10 kwietnia 2015

INFORMACJA!

Hej!
Chcę Was (mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda) bardzo przeprosić za to, że od prawie 4(?) miesięcy nie dodałam żadnego rozdziału, ale po raz kolejny mam brak weny. Nie do końca nazwę to "brakiem weny", ponieważ mam już połowę rozdziału od stycznia, ale muszę sobie dokładnie poukładać to, co wydarzy się dalej. Piszę cały czas na spontana, czyli otwieram bloggera i piszę. Czasami to wydaje się łatwe, ale zdarza się, że w pewnej chwili po prostu kończę pisać zdanie i... nie wiem, co dalej. Pisałabym rozdziały w jakimś zeszycie, notatniku, ale zawsze wszystko zmieniam w ostatniej chwili. Nie martwcie się, nie zamierzam zostawiać tego opowiadania, ponieważ czuję się z nim bardzo związana, ale nie tylko z nim... także z bohaterami. Byłabym okrutna, nie kończąc go. Obiecałam sobie jak już zakładałam tego bloga, że choćby miało mi to zając nawet 5 czy 10 lat to i tak skończę to opowiadanie. Także, nie martwcie się. Wrócę do Was i mam nadzieję, że niedługo.



Pozdrawiam, Wasza
Catherine




wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział 13

Pisane przy:
Harry Potter And The Half-Blood Prince Soundtrack - Malfoy's Mission
Harry Potter And The Half-Blood Prince Soundtrack - The Drink Of Despair

Obraz Katie się zamazał i poczuła szarpnięcie w okolicach brzucha. Widziała różne światła, aż poczuła grunt pod nogami. Delikatnie zakręciło jej się w głowie. Katie potrząsnęła delikatnie głową, po czym spojrzała przed siebie. Ujrzała ładny wiejski dwór. Przez rąboidealne kratki szyb dolnych okien sączyło się światło. Gdzieś z boku, spoza żywopłotu, z pogrążonego w mroku ogrodu dobiegał cichy plusk fontanny. Dziewczyna na widok budynku wydusiła z siebie tylko ciche "wow".
- Gdzie my jesteśmy? - zapytała, zwracając się do Draco, który trzymał ją cały czas za nadgarstek, co było dla dziewczyny niewygodne i trochę bolesne.
- Nie zadawaj pytań i rusz się - syknął, spoglądając na nią, po czym pociągnął ją za sobą z całej siły, że dziewczyna syknęła z bólu.
Kiedy chłopak szedł przed siebie, Katie starała się uwolnić z jego ucisku, mówiąc.
- Zaczekaj... Powiedz mi, dlaczego mnie uratowałeś?
Chłopak nie zareagował, tylko szedł dalej.
- Dlaczego powiedziałeś im, że jestem czystej krwi?
Draco nadal się nie zatrzymywał i podążał dalej.
- Odpowiedz mi.
Blondyn się zatrzymał, przyciągnął dziewczynę do siebie.
- Posłuchaj mnie, Johnson, bo powiem to tylko raz... Nie zamierzam ci się z niczego tłumaczyć, więc nie zadawaj więcej tych głupich pytań, bo od dźwięku twojego głosu głowa może człowiekowi pęknąć.
Dziewczyna przełknęła dosyć głośno ślinę, patrząc na twarz chłopaka. Był wściekły. Cóż się dziwić... on zawsze kipiał gniewem. Na pewno był w gorącej wodzie kąpany, pomyślała Katie. Od kiedy przyszła do Hogwartu, zawsze jej dokuczał. Był wredny, arogancki, zarozumiały i do tego miał wielkie ego. Potem jeszcze to oszustwo... na samo wspomnienie tego jego podstępu, Katie miała ochotę rzucić w niego Avadą. Sądziła, że on się zmienił, ale... Malfoy na zawsze pozostanie Malfoyem.
- Nie rozumiem jak Bliznowaty, Wieprzlej i ta szlama z tobą wytrzymują.
Katie delikatnie rozszerzyła oczy, po czym krzyknęła w duchu "HARRY!"
- Puść mnie, Malfoy - mówiąc to, starała się uwolnić z ucisku jego dłoni. - Puść mnie, chcę wrócić do Hogwartu, do Harry'ego.
- Nie, Johnson - wypowiedział. - Już nigdy tam nie wrócisz.
Co miał na myśli, mówiąc "nigdy"? Zapytała samą siebie, dziewczyna.
- Co chcesz mi przez to powiedzieć?
Młoda Gryfonka poczuła się zagubiona. Nie wiedziała już co myśleć, ani co zrobić. Już nigdy nie miała wrócić do Hogwartu? Już nigdy nie miała zobaczyć swoich przyjaciół, ani rodziny?
- Rusz się. Nie zamierzam spędzić z tobą tu wieczności - prychnął.
Katie poczuła jak chłopak mocno pociągnął ją za sobą, gdy ruszył. Do końca drogi nie odezwała się do niego, ani słowem.
Po niedługim czasie znaleźli się we wnętrzu rezydencji. Weszli do wielkiego, mrocznego holu, którego kamienną posadzkę pokrywał wspaniały dywan. Oczy bladolicych postaci z portretów na ścianach uważnie śledziły każdy ich krok. Stanęli przed masywnymi drzwiami do salonu. Draco zerknął na Katie, po czym otworzył wejście do innego pomieszczenia. Katie zamarła...
Zobaczyła kogoś, kogo by się tutaj nigdy nie spodziewała. Widziała kilku Śmierciożerców, rozmawiających o czymś pomiędzy sobą, lecz wśród nich był jeszcze ktoś. Katie rozpoznała tą postać. Ta twarz, to spojrzenie... Nie mogła w to uwierzyć. Wzięła głęboki wdech i wykrzyknęła w duchu imię tego człowieka. Wpatrywała się w tą postać bez przerwy, dopóki ona nie spojrzała na nią. Osobnik przerwał rozmowę, po czym ruszył w stronę jej i Dracona. Przełknęła ślinę i kiwała przecząco głową. W jej myślach krążyło "Nie, to nie może być prawda. To nie może być prawda. To musi być zły sen.".
Kiedy postać stanęła przed nią, Katie wypowiedziała będąc w szoku.
- Chris, jak mogłeś?
Pomimo tego, co jej zrobił. Dziewczyna wierzyła, że chłopak był dobrym człowiekiem. Sądziła, że go znała. Nie myślała, że mogła się, aż tak pomylić.
- Przykro mi, Johnson, że cię zawiodłem - w jego słowach można było wyczuć sarkazm.
Katie kiwała przecząco głową. Czuła jak łzy napływały do jej oczu. Spuściła głowę w dół, mówiąc.
- Jak mogłeś to zrobić? Jak mogłeś stać się jednym z nich? Wiedziałeś o tym w jaki sposób chcieliśmy unicestwić Sam-Wiesz-Kogo. Wiedziałeś o wszystkim. NIENAWIDZĘ CIĘ ZA TO!
Ostatnie zdanie wykrzyknęła, uwalniając się w końcu z ucisku młodego Malfoya, wyciągając przy tym swoją różdżkę i celując nią w Chrisa. Chłopak wyciągnął swoją różdżkę.
- Expelliarmus - wypowiedziała zaklęcie, a różdżka Chrisa wypadła z dłoni.
Chłopak uniósł ręce w geście mówiącym "poddaję się". W tamtej chwili targały nią emocję, działała pod wpływem impulsu. Wtedy jej świadomość mówiła "Zabij go, nie miej litości.". Chciała go w tamtej chwili pozbawić życia. Był jej przyjacielem,stał się wrogiem. Inni Śmierciożercy mieli wycelowane swoje różdżki wprost na nią. Nawet Draco, ale nie obchodziło ją to. Już chciała wypowiedzieć zaklęcie, gdy wszyscy usłyszeli.
- CO SIĘ TUTAJ DO CHOLERY DZIEJE?
Do salonu wkroczył Lucjusz Malfoy. Wszyscy zgromadzeni spojrzeli na niego. Śmierciożercy schowali swoje różdżki. W tamtej chwili Katie zorientowała się, że była w Malfoy Manor. Lucjusz podszedł szybkim krokiem do swojego syna, po czym spojrzał na niego, następnie na Katie.
- Sprowadziłeś szlamę do naszego domu? - jego głos był zimny jak lód.
Katie zerknęła na twarz Draco. Był przerażony, jakby zobaczył dementora. Dziewczyna zawsze sądziła, że młody Malfoy nie bał się nikogo i niczego. A tu się okazało, że bał się kogoś. Tą osobą był jego ojciec.
- Nie, ojcze.
Lucjusz zerknął na Katie, po czym wrócił wzrokiem na swojego pierworodnego.
- Czyżby? Jest łudząco podobna do...
- Zapewniam cię, że to nie ona - szybko powiedział Draco.
Chłopak chciał, żeby ta rozmowa dobiegła końca. Lucjusz ponownie zwrócił swój wzrok ku Katie, która szybko schowała swoją różdżkę.
- Więc, jak się nazywa?
Draco nie wiedział, co odpowiedzieć. Nie potrafił okłamać ojca. Patrzył mu prosto w oczy, które zwróciły się ku niemu. W oczach młodego Malfoya było widać strach.
- Davis - usłyszeli.
Lucjusz spojrzał na dziewczynę.
- Nazywam się Elizabeth Davis.
Pan Malfoy przyglądał się młodej Gryfonce.
- Rozumiem - powiedział, po czym zwrócił się do syna, mówiąc mu coś na ucho.
Draco przytaknął głową, po czym zwrócił się do Katie. Ruszył w jej stronę, po czym obrócił w przeciwną stronę, w tym samym czasie chwytając ją za oba nadgarstki. Dziewczyna próbowała się uwolnić, ale to było na nic. Draco prowadził Katie po schodach w dół do pomieszczenia, które nie było oświetlone. Było prawie puste. Nie znajdowało się w nim nic, prócz dzbana z wodą i misy z jedzeniem. Chłopak szybko otworzył kratę z żelaza za pomocą różdżki, po czym wepchnął dziewczynę do środka i szybko zamknął na klucz. Gryfonka szybko podniosła się na nogi, po czym dobiegła do krat.
- Dlaczego to robisz?
Blondyn zerknął na nią, po czym odszedł.
- MALFOY, TY AROGANCKI DUPKU, WRACAJ - krzyknęła.
Oparła się plecami o ścianę, po czym zjechała w dół. Oparła dłonie o swoje kolana, a następnie poczuła jak łzy powoli spływały po jej policzkach. Nie rozumiała postępowania młodego Malfoya. Najpierw ją uratował, a potem zamknął w celi. Dlaczego on to zrobił?



*******



Minęło wiele miesięcy, od kiedy Katie została zamknięta w małym, ciemnym pomieszczeniu. Nadal się zastanawiała, dlaczego tam siedziała, była odseparowana od świata. Nie wiedziała, co się działo przez ten czas... z Harry'm, Ronem, Hermioną i jej rodziną. Czuła się osłabiona, niezdolna do zrobienia czegokolwiek. Jedzenie i wodę dostawała raz lub dwa na tydzień. Była wychudzona. Czuła jakby przestawała istnieć. Jakby żyła, bo musiała. Jakby chcieli ją wykorzystać do jakiegoś celu i potem zabić. Przez ten czas dołączyli do niej Luna, pan Ollivander i goblin Gryfek. Mało kiedy się odzywała, traciła chęć do życia. Wiedziała, że nic dobrego już ją nie mogło spotkać. 
Nagle usłyszała dźwięk otwieranych krat. Sądziła, że to tylko był jakiś posłaniec z jedzeniem. Nie tym razem.
- Davis, idziesz ze mną - usłyszała.
Uniosła swoją głowę ku górze i ujrzała Glizdogona.
Mężczyzna miał wyraz twarzy podobny do szczura i był dość niski. Miał małe, wodniste oczy, spiczasty nos i piskliwy głos.
Zdziwiona była faktem, że Malfoy nie wydał jej do tego czasu i nie wyjawił Śmierciożercom jej prawdziwego nazwiska. Dziewczyna wstała, po czym poczuła jak mężczyzna chwycił ją za ramię i prowadził do innego pomieszczenia. Nie broniła się. Nie miała na to tyle siły, a wcześniej zabrano jej różdżkę. Dotarli do salonu. Znajdowali się tam Malfoyowie, Bellatrix, Chris i... Nie mogła w to uwierzyć. Widziała przed sobą Harry'ego z opuchniętą twarzą, od razu go poznała, Rona i Hermionę. 
- Katie? - usłyszała głos Rona.
Draco od razu wydał się zakłopotany. Czy ten Weasley nie mógł, chociaż raz siedzieć cicho? 
- Wiedziałem, że skądś ją znam - powiedział Lucjusz. - Glizdogonie, odsuń się.
Mężczyzna wykonał rozkaz. Katie się tylko rozejrzała. Nie uciekła i nie zamierzała. Nie chciała zostawić swoich przyjaciół. Następnie...






Witam, witam!
Przepraszam, że pisanie rozdziału zabrało mi tyle czasu, ale złapało mnie lenistwo. Rozdział krótki wiem, ale następny postaram się napisać dłuższy. Obiecuję, że nie będzie to trwało tak długo. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Proszę Was o pozostawienie komentarza, bo to jest dla mnie bardzo ważne.
Pozdrawiam,
Wasza Catherine 

poniedziałek, 1 września 2014

Liebster Award

Dostałam nominację do Liebster Award. Nominował mnie blog http://dopefanfic.blogspot.com/, za co bardzo dziękuję :)

Krótko o Liebster Award:
Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przeznaczona dla blogów o mniejszej ilości obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po otrzymaniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań od osoby, która Cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.


Pytania i odpowiedzi:
1. Jak masz na imię?
Klaudia
2. Ulubiony gatunek filmu?
Komedia, zdecydowanie.
3. Ulubiony gatunek muzyki?
Nie mam ulubionego gatunku, słucham wszystkiego co mi wpadnie w ucho.
4. ulubiony kolor?
Mam trzy ulubione: czarny, zielony i srebrny.
5. Ulubiona wokalistka?
Nie mam ulubionej wokalistki.
6. Ulubiony zespół?
Nie mam ulubionego zespołu.
7. Słuchasz rocku?
Tak.
8. Co zmotywowało Cię do napisania bloga?
Wpadła mi ta historia do głowy, więc postanowiłam, że utworzę bloga i ją napiszę.
9. Co lubisz w chłopakach?
Poczucie humoru.
10. Z jakiego województwa jesteś?
Wielkopolska.
11. Lato czy zima?
Kocham lato.






NOMINOWANE BLOGI:
http://dramione-felix-felicis.blogspot.com/
http://believe-in-impossible-feelings.blogspot.com/
http://precious-fondness.blogspot.com/
http://w-chmurach-milosci.blogspot.com/
http://malfoysfuture.blogspot.com/
http://ohh-my-my.blogspot.com/
http://history-of-lily-evans.blogspot.com/
http://scorose-weird-story.blogspot.com/

Przykro mi, że tylko 8, ale praktycznie tylko te czytam.


Moje pytania:
1. Jak masz na imię?
2. Skąd wzięłaś pomysł na napisanie bloga?
3. Ulubiona pora roku?
4. Ulubiony gatunek muzyki?
5. Ile masz lat?
6. Książka czy film?
7. Ulubiona książka?
8. Kiedy zaczęła się twoja przygoda z pisaniem?
9. Jaki jest twój ulubiony zespół?
10. Co lubisz robić?
11. Czy główny bohater/główni bohaterowie posiadają twoje cechy charakteru? Jeśli tak to jakie?

piątek, 1 sierpnia 2014

Nominacja do The Versatile Blogger Award

Wow, nigdy nie byłam nominowana do żadnej nagrody i bardzo chcę podziękować Nela B. (http://co-serce-pokocha-dramione.blogspot.com/) za nominację. To dla mnie coś nowego i chcę podziękować też tym osobom, które są z Katie i Draco od początku, bo gdyby nie wy to zapewne zakończyłabym na drugim rozdziale :)






Oto regulamin ,,The Versatile Blogger Award” :

--> należy podziękować nominującemu bloggerów,
 --> pokazać nagrodę Versatile Blogger Award na swoim blogu,
 --> ujawnić 7 faktów o sobie
 --> nominować 7 (lub więcej) blogów do owej nagrody
--> poinformować autorów nominowanych blogów




7 faktów o mnie:

♦ Oprócz pisania opowiadania, piszę własne teksty piosenek.

♦ W przyszłości pragnę zostać piosenkarką, albo pisarką.

♦ Moimi ulubionymi kolorami są srebrny, zielony i czarny.

♦ Jestem Potterhead od 8 lat.

♦ Uwielbiam czytać książki.

♦ Mam dwie młodsze siostry.

♦ Wszystkie rozdziały, miniaturki piszę na spontana. Włączam bloggera i od razu zaczynam pisać.



Z wielką przyjemnością pragnę nominować:

1. Olga956 - (http://ohh-my-my.blogspot.com/)
2. Kerciuk - (http://w-chmurach-milosci.blogspot.com/)
3. Eveneth Black - (http://believe-in-impossible-feelings.blogspot.com/)
4. Alice - (http://history-of-lily-evans.blogspot.com/)
5. Sheireen - (http://dramione-never-let-me-go.blogspot.com/)
6. Księżniczka Ciemności - (http://wordwilde.blogspot.com/)
7. Mistress Black - (http://scorose-weird-story.blogspot.com/)
8. Arisuyo Chan - (http://precious-fondness.blogspot.com/)
9. Felix Felicis - (http://dramione-felix-felicis.blogspot.com/)
10.  Lucy Phere - (http://nie-oceniaj-po-pozorach-dramione.blogspot.com/)








                                           Jeszcze raz dziękuję za nominację <3

Rozdział 12

                                 PRZECZYTAJ PRZED PRZECZYTANIEM ROZDZIAŁU!

Jeśli czytasz ten rozdział to proszę o pozostawienie komentarza z opinią na jego temat, gdyż to jest dla mnie bardzo ważne. Dziękuję za uwagę :)

Pisane przy:
Harry Potter and The Half-Blood Prince Soundtrack - Malfoy's Mission
Harry Potter and The Half-Blood Prince Soundtrack - Dumbledore's Farwell


Był to wysoki mężczyzna o niebieskich tęczówkach, blond włosach i delikatnie bladej skórze. Był to Yaxley. Śmierciożerca. Sługa Czarnego Pana. Katie starała mu się wyrwać. Ruszała szybko głową raz w prawą, a raz w lewą stronę. Chciała krzyczeć, ale nie mogła, bo miała zasłonięte usta.
- Nie wyrywaj mi się, ty mała szlamo - syknął - Jeśli będziesz grzeczna, to nie zrobię ci krzywdy - powiedział jej na ucho, uśmiechając się przy tym szyderczo.
Dziewczyna przymknęła mocno oczy, modląc się, żeby to wszystko okazało się zwykłym koszmarem sennym. Chciała obudzić się w swoim łóżku wiedząc, że jej nic nie mogło grozić. Była przerażona. Nie ufała temu mężczyźnie. Oczywiście, że nie mogła mu ufać. Kto by zaufał, człowiekowi, który kogoś chwytał, a potem rzucał w stronę tej osoby plugawymi wyzwiskami?
Czuła jak jej serce z każdą minutą biło coraz szybciej. Jakby chciało wylecieć z jej klatki piersiowej. Wzięła dosyć głęboki wdech przez nos, żeby mogła uspokoić nie tylko bicie swego serca, ale i samą siebie. Nie wiedziała, co ją czekało w tamtej chwili. Chciała tylko spotkać się z Harry'm. Porozmawiać z nim o tym, że pomogła naprawić Malfoyowi szafkę zniknięć. Ale najbardziej pragnęła porozmawiać o tej szafce. Lecz w tamtej chwili to się nie liczyło. Katie chciała w jakiś sposób uciec Śmierciożercy, ale nie wiedziała jak to zrobić. Mężczyzna przyciskał ją mocno do swojego ciała. Ręce miała z tyłu swego ciała, a on trzymał ją za nadgarstki tak mocno, że nie mogła nimi poruszać. Czyli to jest mój koniec? Zapytała samą siebie w myślach. Nigdy nie myślała, że mogłaby zginąć z ręki sługi Czarnego Pana. Nie chciała tak umrzeć. Na pewno nikt nie chciał. Planowała spokojne życie z mężem i dwójką lub trójką dzieci. Mogliby mieszkać w domku jednorodzinnym. Najlepiej niedaleko jeziora. A na starość mogłaby siedzieć w wygodnym, bujanym fotelu na ganku ze swoim mężem i patrzeć na bawiących się wnuków. I to wszystko miało przepaść? Nie mogła na to pozwolić. Przysięgła sobie, że za wszelką cenę, nie mogła pozwolić się zabić. Nawet jeśli, nie miała zielonego pojęcia jak to zamierzała zrobić. A co, jeśli on nie zamierzał ją zamordować? Mógł równie dobrze mieć w planach, aby zostawić ją w Zakazanym Lesie na pożarcie przez jakieś niebezpieczne bestie.
- Ruszaj się - ryknął.
Dziewczyna od razu ruszyła do przodu po schodach. Wiedziała, że lepiej robić to co jej kazano, bo jak podejrzewała, mogły ją spotkać niemiłe konsekwencje, gdyby nie wypełniła któregoś rozkazu. Kiedy dotarli do celu to nie mogła uwierzyć w to co tam zobaczyła. Przed jej oczami stał wysoki chłopak o stalowoszarych oczach, włosach przyjmujących kolor płowego blondu i bladej skórze. Był to Draco Malfoy. Ubrany całkowicie na czarno. Czarne spodnie, buty, cienki sweter zakrywający mu prawie całą szyję i zapięta marynarka. W tym samym czasie, gdy Yaxley wkroczył z bezbronną Katie, on spojrzał w ich stronę. Chłopak był zszokowany widokiem brązowowłosej Gryfonki. Kątem oka dziewczyna mogła dostrzec stojącego naprzeciw Ślizgona, Dumbledore'a. Tam znajdowali się jeszcze inni ludzie. Byli to Fenrir Greyback, Amycus i Alecto Carrowowie, a także... Bellatriks Lestrange. Ze wszystkich tam zgromadzonych, Katie najbardziej obawiała się Bellatriks, ponieważ nigdy nie można było przewidzieć, co zamierzała zrobić. Katie przez chwilę się zastanawiała, jak oni się tutaj dostali. Po chwili ją oświeciło... Dostali się tutaj przez szafkę zniknięć. Więc, to nie było jedyne kłamstwo tego obślizgłego gada. Co on jeszcze przede mną ukrywa? Zapytała samą siebie w myślach.
Draco cały czas trzymał wysoko swoją różdżkę, wycelowaną prosto na dyrektora Hogwartu. W stronę dziewczyny zwróciła się Bellatriks z szaleńczym uśmiechem na twarzy. Zaczęła do niej powoli podchodzić. Kiedy stanęła przed nią twarzą w twarz, powiedziała.
- Proszę, proszę... Przyszliśmy zobaczyć przedstawienie, co? Nie martw się, tobą zajmiemy się później.



                                                                          Włącz



Katie delikatnie wytrzeszczyła oczy, a kobieta odwróciła się i ruszyła w stronę Dracona. Kiedy znalazła się obok chłopaka, rzekła.
- Dumby, chyba wiesz, że Draco dostał wspaniałą nagrodę i zaszczyt, aby służyć Czarnemu Panu?
Kobieta chwyciła lewą rękę Ślizgona, po czym uniosła rękaw i ukazała na nim Mroczny Znak. Widząc to, Katie krzyknęła w duchu. Więc on był Śmierciożercą? Zapytała samą siebie w duchu, ale niepotrzebnie. Tak, Draco Malfoy okazał się być sługą Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać.
- NO, JUŻ DRACO, ZRÓB TO! - krzyknęła Lestrange.
Nagle zza pleców, chłopak usłyszał głos, który przypominał szczekanie psa.
- Zabrakło mu odwagi. Tak jak jego ojcu.
To był Fenrir Greyback. Paskudny wilkołak, który był groźny nawet wtedy, gdy nie było pełni księżyca. Ubrany był w czarną szatę, która wydawała się przyciasna. Miał wielką szopę matowych szarych włosów i zmierzwione bokobrody. Dłonie o szarawej barwie były zakończone, długimi, żółtawymi paznokciami. Zapach jaki było od niego czuć, można było określić jako mieszaninę brudu, potu i krwi.
- Załatwmy to po mojemu - dodał wilkołak.
- NIE, CZARNY PAN CHCIAŁ, ABY ON TO ZROBIŁ! - ryknęła Bellatriks.
Nagle ktoś wpadł na Wieżę. To był Snape. Podszedł do Dracona i opuścił jego różdżkę.
- On tego nie zrobi - wycedził.
Bellatriks wstrząśnięta słowami Snape'a, zwróciła się w jego stronę.
- JAK TO ON TEGO NIE ZROBI? - wrzasnęła, okazując zaskoczenie Bellatriks. - TO JEST WOLA CZARNEGO PANA!
Dumbledore zrobił w tamtej chwili skwaszoną minę, ale bardziej zawiedzioną i smutną.
- Severusie, błagam - wyszeptał swoje ostatnie słowa.
Snape uniósł swoją różdżkę, którą trzymał w dłoni.
- Avada Kedavra - wypowiedział głosem wypranym z emocji, a z jego różdżki wystrzeliło zielone światło, gładząc dyrektora w klatkę piersiową.
Nie minęła chwila, a Dumbledore bezwładnie wypadł z Wieży. Wszyscy słudzy Czarnego Pana krzyczeli z radości. Katie widząc to krzyknęła w duchu, po czym poczuła jak łzy zaczęły napływać do jej oczu. Nie wierzyła w to, co się wydarzyło. Profesor eliksirów zabił dyrektora Hogwartu. Najlepszego jakiego ta szkoła kiedykolwiek miała. Severus Snape zabił Albusa Dumbledore'a. Dziewczyna nie chciała dopuścić tej myśli do swojej głowy. Dlaczego Dumbledore się nie bronił? Zapytała samą siebie w myślach. Dlaczego on tego nie zrobił? Dlaczego dał się tak łatwo zabić?
Dziewczyna widziała, że Draco był przygnębiony tym co się stało. Jakby o niczym nie wiedział. Dlaczego on się nie cieszył z resztą popleczników Czarnego Pana?
Bellatriks wyczarowała Mroczny Znak na zachmurzonym niebie, po czym chwyciła Dracona pod rękę, wyprowadzając go tym samym z miejsca zbrodni.
Katie została uwolniona z ucisku. Planowała uciec, kiedy Yaxley pociągnął ją za nadgarstek i popchnął mocno do przodu, żeby szła przed nim. Przez całą drogę było słychać szaleńczo-radosny śmiech Lestrange, która niszczyła wszystko, co spotkała na swej drodze. Zniszczyła nawet pięknie udekorowaną Wielką Salę.
Kiedy znaleźli się poza terenem szkoły, każdy rozdzielił się w swoją stronę. Jedynie Snape stał w miejscu i się wszystkiemu przyglądał. Katie, która szła przed Yaxley'em, została brutalnie rzucona na ziemię przed Malfoyem.
- Pilnuj ją, żeby nam nie uciekła - syknął.
Malfoy skinął twierdząco głową, a mężczyzna ruszył w stronę Bellatriks, która rzuciła niewerbalne zaklęcie na chatkę Hagrida i momentalnie mały domek stanął w płomieniach.
Katie podniosła się z ziemi przy tym otrzepując, po czym spojrzała z pogardą na blondyna. Gdyby wzrok mógł zabijać, chłopak leżałby już martwy.
- Co ty tam robiłaś, Johnson? - syknął.
- A co cię to obchodzi, Malfoy? - zapytała przez zaciśnięte zęby, odwracając się od niego.
Nie mogła opisać swojej nienawiści do Ślizgona. Nie myślała, że mogłaby go znienawidzić kiedykolwiek jeszcze bardziej. Jak było widać, udało się. Nigdy nie sądziła, że on mógłby zostać Śmierciożercą. Nigdy nie sądziłaby, że on mógłby służyć Czarnemu Panu, ale... większość czarodziei i czarownic czystej krwi, którzy byli w Slytherinie mu służyli, więc nawet to by do niego pasowało. Katie wiedziała, że Lucjusz Malfoy też był Śmierciożercą. Pamiętała to z dnia, w którym razem z Harry'm, Ronem, Hermioną i kilkorgiem członków Gwardii Dumbledore'a udali się do Ministerstwa Magii, aby uwolnić Syriusza. Czarny Pan wykiwał wtedy Harry'ego, podsuwając mu fałszywą wizję jak Syriusz był torturowany. Wtedy rozpętała się bitwa z Śmierciożercami. Wtedy powrócił Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. Dziewczyna czuła, jakby głowa miała jej eksplodować od tego ciągłego rozmyślania.
Po chwili poczuła, jak chłopak mocno chwycił ją za ramię i odwrócił w swoją stronę. Katie zauważyła, że Draco miał wory pod oczami, jakby nie spał przez całą poprzednią noc.
- Posłuchaj, jesteśmy poza terenem Hogwartu, możesz się deportować, rozumiesz? Jeśli tutaj zostaniesz to nie wiadomo, co Bellatriks strzeli do... - urwał, gdyż Greyback złapał go pod ramię, patrząc łapczywie na dziewczynę.
- Jak Madame Lestrange skończy z tobą, dziewczyno, to może da mi ciebie trochę... zjeść.
Katie zachciało się wymiotować, kiedy to usłyszała. Czyli tak miała wyglądać moja śmierć, miałam zostać zjedzona przez wilkołaka? Zapytała samą siebie w myślach. Bała się coraz bardziej. Mogła się deportować, ale była cały czas obserwowana przez pojedynczych Śmierciożerców.
Kiedy Draco uwolnił się od wilkołaka, Snape wskazał na niego i Gryfonkę palcem, aby do niego podeszli. Blondyn podszedł do Katie i chwycił ją za nadgarstek, po czym ruszyli powoli do mężczyzny, gdy nagle usłyszeli jak Bella coś mówiła.
- Status krwi tej dziewczyny? - zapytała sennym głosem, wpatrując się w brązowowłosą.
- To na pewno szlama - warknął Yaxley, wskazując palcem na dziewczynę.
- Czysta - skłamał Malfoy.
Katie kątem oka spojrzała na Ślizgona, po czym na resztę. Nie chciała pokazać im, że była zdziwiona tym, co powiedział Malfoy. Mężczyzna opuścił swój palec, okazując przy tym zaskoczenie. Wszyscy uśmiechając się wesoło, spoglądali na siebie. Dlaczego on to zrobił? Dlaczego po prostu jej nie wydał? Czyżby, choć trochę mu na niej zależało?
Dziewczyna wiedziała jedno... Ślizgonom nie należało ufać. Wiedziała, że oni robią wszystko, by tylko osiągnąć swój cel. Może miał wobec niej jakieś plany? Nikt tego nie wiedział, oprócz niego samego.
Oboje uczniów zadziwił fakt, że Snape ich nie wydał. Nawet na nich nie spojrzał.
- SNAPE, ON CI ZAUFAŁ - z daleka było słychać znajomy krzyk.
To był Harry. Harry Potter. Szedł i zaczął rzucać w tym samym czasie zaklęciami w Snape'a.
- NO, WALCZ - rzucił jedno zaklęcie. - WALCZ, TCHÓRZU - rzucił kolejne.
Wszystkie zostały odbite przez mężczyznę. Kolejne zaklęcie. Harry padł na ziemię. Kiedy uniósł się na łokciach, zobaczył pannę Johnson. Jeszcze bardziej rozwścieczony wstał i zaczął miotać kolejnymi zaklęciami.
Kiedy zobaczył Katie stojącą obok Malfoya to coś jakby w nim wybuchło. Chciał ją odbić. Chciał, aby wróciła z nim do Zamku. Nie chciał jej stracić. Była dla niego bardzo ważna, tak jak Ron i Hermiona. Zacisnął mocno zęby, po czym wstał.
- Sectumsempra - Snape odbił zaklęcie, trafiając w Harry'ego.
Odwrócił się w stronę Dracona i Katie, mówiąc.
- Uciekajcie stąd.
Draco trzymając nadal Katie za nadgarstek, pobiegł w stronę reszty przestępców. Katie biegła za chłopakiem, nie mając żadnego wyboru. Próbowała się zatrzymać, ale nie potrafiła. Blondyn za mocno ją ciągnął za sobą. A po chwili...






                                                                        Witajcie :)
Oto przybyłam z nowym rozdziałem. Był napisany dwa dni po poprzednim, ale musiałam wprowadzić do niego poprawki. Szczerze, to chciało mi się nawet płakać jak go pisałam. Ciekawa jestem waszych wrażeń, także... Poświęćcie tą jedną minutkę i napiszcie komentarz na jego temat, bo dla każdego autora/autorki opowiadania ważna jest każda opinia, nie ważne czy pozytywna czy negatywna :)
Pozdrawiam i życzę miłych wakacji,
Catherine

poniedziałek, 14 lipca 2014

Miniaturka - Nieszczęśliwa miłość.

Pisane przy piosence:
Taylor Swift - If This Was A Movie (Audio)





Była późna noc. Grudzień. Hermiona siedziała na parapecie z podkulonymi nogami, obserwując świat zza okna. Śnieg prószył na wszystko, co napotkał. Płoty, domy, lampy uliczne, chodniki, ulice. Wszystko. Od czasu do czasu widywała przechadzające się zakochane pary, co ją bardziej dobijało. Poczuła jak kolejna łza spłynęła po jej zaróżowionym policzku. Szybko ją starła rękawem swojego kremowego swetra. Parę dni temu straciła pracę w Ministerstwie Magii w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, ponieważ przez zbyt długi czas się tam nie pojawiała. Miała swoje powody, by tam nie przychodzić. Czuła się bardzo osłabiona, była bliska depresji. Możliwe było, że nawet ją miała. Jadała z dwie kromki chleba na dzień, chociaż nie miała wcale apetytu. W ten sposób utrzymywała samą siebie przy życiu. Niestety, potem chodziła do łazienki, żeby to co zjadła, zwymiotować. Miesiąc temu rozwiodła się ze swoim mężem, Ronaldem Weasleyem, które trwało około roku. Przez pierwszy miesiąc było im cudownie. Myślała, że lepiej być nie mogło, ale... pojawił się on. Wysoki mężczyzna o płowych blond włosach, stalowoszarych oczach i bladej skórze. Dawniej jej szkolny wróg. Rozkochał ją w sobie. Obiecał, że jeśli ona tylko zostawi swego męża to mogliby się pobrać, a ona dostałaby wszystko. Ale dla niej najważniejszy był tylko on. To z nim chciała spędzić resztę życia. Lecz po tym jak się rozwiodła zostawił ją. Tak po prostu.
To koniec. Te słowa przeleciały przez jej głowę. W prawej ręce trzymała kawałek papieru, na którym było napisane kilka słów. Przeczytała je po raz kolejny i ponownie się rozpłakała. W całym mieszkaniu panowała ciemność. Nawet w pomieszczeniu, w którym się znajdowało. Ale światło ulicznych lamp delikatnie oświetlało jej wychudzone ciało. Nagle kolejna para przechodziła koło jej domu. To był on... z dziewczyną. Śmiali się i szli przytuleni do siebie. Wyglądali na szczęśliwych. Zachowywali się, jakby świat dla nich nie istniał. Tak bardzo pragnęła znaleźć się na miejscu tej dziewczyny. Czuła jak ponownie jej serce łamało się na miliony kawałków. To było znowu to samo uczucie, które towarzyszyło jej podczas ich rozstania. Sądziła, że jej przyszłość mogłaby być wspaniała. Sądziła, że spędziłaby resztę życia z mężczyzną, w którym była po uszy zakochana z wzajemnością. Myślała, że mogłaby mieć dzieci. Najlepiej dwójkę. Chłopca i dziewczynkę. Mogliby mieszkać w niedużym domku, najlepiej nad jeziorem. Tak, to mogłoby być wspaniałe. Myślała, że mogłaby mieć życie tak jak ci ludzie w romansach, których tyle czytała. Niestety, prawdziwe życie nigdy nie było i nigdy nie mogłoby być jak w książce czy filmie. Ona została z niczym. I to przez jednego mężczyznę, który zawrócił jej w głowie. Kiedy odchodzili, przejechała opuszkami palców po zimnym jak lód oknie. Kiedy zniknęli jej z pola widzenia, wstała z parapetu i zaczęła powoli iść w stronę kuchni. Prawą dłoń, w której trzymała kawałek papieru miała zaciśniętą w pięść. Nie myślała, że kiedykolwiek by to zrobiła. Szła po ciemnych korytarzach, podpierając się o ścianę jedną ręką. Kiedy dotarła do pomieszczenia, do którego chciała to pierwsze co zrobiła, zapaliła lampę znajdującą się na środku sufitu. Od razu ruszyła powolnym krokiem do szafki, w której znajdowały się sztućce. Drżącą, drobną dłonią chwyciła za nóż, po czym przez chwilę stała w miejscu. Poczuła jak kolejne parę łez spływało po jej policzkach. Zacisnęła mocno swoje powieki, po czym wbiła nóż w swoje bijące, ale i martwe serce. Zgięła się w pół, robić parę kroków do tyłu. Padła prosto na podłogę, a czołem uderzyła tak mocno o podłogę, że zaczęła krwawić.
Hermiona Jean Granger. Zmarła 26 grudnia, w wieku 25 lat. Zmarła z powodu nieszczęśliwej miłości.





                                                                          *****





Następnego dnia. Godzina dziewiąta rano. 25-letni mężczyzna ubrany w czarną koszulę, do tego w czarne spodnie i eleganckie buty, szedł pełen szczęścia i radości chodnikiem. Jego uśmiech znikł, gdy nagle zauważył otwarte drzwi do mieszkania panny Granger, a pod nim stały dwa wozy. Jeden policyjny, a drugim był ambulans. Ujrzał także starszego pana rozmawiającego z policjantem. Szybko pobiegł do środka mieszkania, rozglądając się. Gdy dotarł do kuchni, zobaczył jak jeden z ratowników zakrywał ciało Hermiony. Ten widok sprawił, że jego serce złamało się na pół. To, co zobaczył było dla niego wstrząsem. Obok stał  wysoki mężczyzna w średnim wieku o czarnych włosach, ubrany w mundur policyjny. Mężczyzna podszedł do niego, po czym zapytał zszokowany.
- Przepraszam, co tu się stało?
Policjant spojrzał na niego.
- Kim pan jest?
- Jestem d... bratem tej dziewczyny.
- Proszę pana, podejrzewamy, że pańska siostra popełniła samobójstwo - rzekł.
- Samobójstwo? - zapytał, będąc jeszcze bardziej w szoku.
Blondyn przejechał opuszkami palców po swoich włosach, ciężko przy tym wzdychając.
Zauważył jak wywozili ciało kobiety na noszach. Czuł, jakby jego serce miało zaraz eksplodować. Mężczyzna ruszył za ratownikami. Już znalazł się przy wyjściu, gdy poczuł jak ktoś chwycił go za ramię.
- Proszę pana, pańska siostra miała to w ręce - powiedział, po czym podał mu zwinięty kawałek kartki.
Wziął spoglądając raz na kartkę, a raz na policjanta. Rozwinął kartkę, po czym ją przeczytał. To co było na niej napisane, wprawiło go w osłupienie.
Od pogrzebu Hermiony minęło kilka miesięcy. Był kwiecień. Ciepłe, wiosenne powietrze owiało jego twarz. Stał nad jej grobem. Myślał i wspominał. Wspominał te wszystkie chwile, które z nią spędził. Te dobre i te złe. Kucnął, po czym rozwinął tą kartkę, na której było napisane "Nie jestem Ciebie warta.". Przeczytał te słowa po raz kolejny, spojrzał na jej grób i powiedział.
- To nie ty nie byłaś mnie warta. To ja nie byłem wart ciebie.
Położył czerwoną różę, którą trzymał w dłoni na nagrobku, po czym wstał i odszedł.







Za nami miniaturka. Nie jest długa, ale mam nadzieję, że się Wam spodobała. Rozdział dodam dopiero w sierpniu, pomimo tego, że go już napisałam, ale muszę wprowadzić do niego parę poprawek, bo jest trochę za krótki. Każdy kto przeczytał moje "wypociny", proszę o zostawienie komentarza z opinią na jego temat. Każdy komentarz jest dla mnie motywacją, nie ważne czy pozytywny czy negatywny. Więc, proszę o pozostawianie ich. 
Pozdrawiam,
Catherine

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 11

Pisane przy piosenkach:
Avril Lavigne - When You're Gone
Avril Lavigne - Complicated


Draco się odwrócił do Katie, a za nim jego koledzy i uważnie się przysłuchiwali temu, co mówił do Gryfonki.
- Posłuchaj mnie... - zaczął chłodnym jak lód głosem. - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Nie chcę, żeby mnie widywano z takim plugawym mieszańcem jakim jesteś ty.
Mówiąc słowo "ty" wskazał na dziewczynę palcem wskazującym. Na początku z twarzy dziewczyny zniknął uśmiech, po czym spojrzała na jego palec, a następnie na samego chłopaka. Przez chwilę stała cicho, wpatrując się w jego twarz.
- Wykorzystałeś mnie - powiedziała cicho, załamanym głosem.
Czuła, że nie mogła powiedzieć nic więcej. Nie mogła uwierzyć w jego słowa. Ona wierzyła, że on się zmienił. Wierzyła, że mogli być przykładem, dzięki któremu wszyscy Ślizgoni i Gryfoni mogliby nawiązać przyjaźń. Lecz jak zawsze myliła się. Chciała się rozpłakać, ale nie chciała pokazać jak bardzo słaba była. Chciała powstrzymać łzy, które chciały wypłynąć z jej czekoladowych oczu. Poczuła jak jednak pojedyncza kropla spływała z jej prawego oka. Nie starła jej. Pozwoliła, żeby spłynęła.
- Chyba nie myślałaś, że na serio chcę być twoim przyjacielem. - powiedział, śmiejąc się, a razem z nim jego koledzy z jego Domu.
Kiedy spojrzał na twarz Gryfonki, skrzyżował swoje ręce na klatce piersiowej i dodał.
- Och, więc jednak tak myślałaś. Cóż... - urwał na moment. - Myślałem, że nie jesteś taka głupia, Johnson, ale najwidoczniej teraz to ja się myliłem.
Te ostatnie parę słów, powiedział z sarkazmem.
- Chodźmy stąd, zostawmy tą płaczkę samą - powiedział, po czym odszedł z innymi Ślizgonami.
Katie została sama na korytarzu. Całkiem sama. Czuła jak jej serce złamało się na miliony kawałków. Czuła, jakby utraciła w tamtej chwili kogoś bliskiego. Czuła także narastającą nienawiść do tamtego chłopaka. Nie sądziła, że mógłby kiedykolwiek potraktować ją w taki sposób. Miała klapki na oczach. Ufała mu. Ufała całkowicie, a on wiedział, że ona od razu zgodziłaby się na wszystko jednym skinieniem jego palca. Ślizgon wiedział jak manipulować ludźmi, a najbardziej tymi naiwnymi. Miał do wyboru tyle osób z całej szkoły, a on wybrał właśnie ją. Tą dziewczynę, która była w niego ślepo zapatrzona. Co, jeśli on o tym wiedział? Co, jeśli wiedział o tym, że Katie była w nim tak bardzo zakochana, że chciała dla niego zrobić wszystko?
Pomogła mu naprawić tą szafkę zniknięć, a on tak się jej odwdzięczył. Potraktował ją jak zabawkę, która się pobawił, a potem odłożył ją w kąt i postanowił zostawić ją tam na zawsze, bo mu się znudziła. Nie wierzyła w to, że Malfoy ją tak potraktował. Czuła się niepotrzebna, wykorzystana, pełna żalu i nienawiści. Czuła jak te wszystkie uczucia rozsadzały ją w środku. Chciała mu się odwdzięczyć za to jak z nią postąpił, ale czuła się zbyt słaba, aby to zrobić.
Dziewczyna odwróciła się i zamiast ruszyć w stronę Wielkiej Sali to poszła na siódme piętro, do Wieży Gryffindoru. Przez całą drogę, łzy spływały po jej twarzy, które wycierała swoim rękawem. Kiedy podeszła do obrazu, na którym znajdowała się Gruba Dama, powiedziała hasło. Katie nawet nie spoglądała na Grubą Damę.
- Banialuki.
- A ty nie na śniadaniu? - zapytała, patrząc na dziewczynę, która nie zaszczyciła ją swoim spojrzeniem.
- Straciłam apetyt - powiedziała cicho.
- Nie powinnaś iść... - zaczęła kobieta z troską, ale Katie jej przerwała.
- BANIALUKI - warknęła, wręcz krzyknęła.
Nie miała ochoty z nikim rozmawiać. Gruba Dama wytrzeszczyła delikatnie swoje oczy i otworzyła przed Gryfonką przejście, które prowadziło do pokoju wspólnego. Katie weszła przez dziurę w portrecie, po czym przeszła przez pusty pokój wspólny i pobiegła po spiralnych schodach do dormitorium. Kiedy znalazła się w pokoju przeznaczonym dla dziewczyn, położyła się na swoje łóżko i ponownie się rozpłakała.
- Głupia, Johnson... - mówiła sama do siebie. - Dlaczego zawsze to robisz? Dlaczego ufasz ludziom, którym nie powinnaś? Tak jest zawsze. Zawsze dajesz nabrać się na wszystko. Nigdy nie udało ci się nikogo przechytrzyć. Nie, nie jesteś silna. Gdybyś była to byś tu nie leżała i nie płakała jak małe dziecko. Jak możesz nazywać się Gryfonką? Nie jesteś odważna, ani szczera. Kiedy twoi przyjaciele pytali cię, gdzie bywałaś to milczałaś. Milczałaś jak grób. Kiedy się odzywałaś to nie mówiłaś prawdy, cały czas ich okłamywałaś.
Kiedy usiadła na łóżku, stopami dotykając ziemi, a dłońmi zaciskała pościel, powiedziała cicho do siebie.
- Nie zasługuję na bycie Gryfonką.
I poczuła jak kolejne łzy popłynęły po jej policzkach. Wstała z łóżka, po czym ruszyła do okna i zaczęła podziwiać widok. Niebo było błękitne, a na nim znajdowały się białe, puszyste chmury. Powietrze delikatnie muskało liście drzew, a promienie słońca wdzierały się do środka dormitorium, ale ją nie raziły.
Właśnie w tamtej chwili marzyła o tym, by nie mieć uczuć. Wtedy niczym, by się nie przejmowała. Mogłaby ranić ludzi, a ją i tak by to nie obchodziło, że oni by cierpieli. Ale wtedy nie byłaby sobą. Zachowywałaby się jak ci wszyscy uczniowie z Domu Węża. Lecz chciała obmyślić plan... plan, żeby jakoś zranić Malfoya. Zranić tak bardzo jak on zranił ją, ale w tamtej chwili nie mogła nic porządnego wymyślić. Myślała nawet o tym, żeby potraktować go Cruciatusem, ale za to dostałaby dożywocie w Azkabanie, więc od razu odpadało.
Zbliżała się godzina ósma, a Katie nie mogła opuścić żadnych zajęć. Odeszła od okna, po czym wzięła swoją torbę i ruszyła na historię magii, którą mieli niestety ze Ślizgonami. Co oznaczało, że Malfoy też musiał tam być. Kiedy znalazła się przed otwartymi drzwiami wejściowymi do pomieszczenia poczuła, że ktoś chwytał ją za ramię. Szybko się odwróciła, po czym ujrzała przed sobą swoich przyjaciół Harry'ego, Rona i Hermionę.
- Hej. Czemu nie było cię na śniadaniu? - zapytał Harry, a w jego głosie można było usłyszeć troskę.
- Nie miałam apetytu - skłamała.
Czuła, że tym razem jej nie uwierzyli. Zauważyła, że Hermiona jej się przyglądała. Zapewne zauważyła jako jedyna, że Gryfonka miała trochę spuchnięte oczy po płaczu.
- Katie, co się stało? - zapytała.
- Nic, naprawdę.
Panna Granger pokiwała przecząco głową, po czym powiedziała.
- Kłamiesz, Katie.
- Ja nie... - zaczęła, ale ucięła.
Gdy spojrzała za Złotą Trójcę, a oni spoglądając na nią zrobili to samo, ujrzeli zadowolonego z siebie Malfoya, który wchodził do klasy.
- Co on z siebie taki zadowolony? - zapytał Ron, patrząc na Katie.
- Sam go o to zapytaj. - powiedziała, po czym weszła do klasy.
Miała już dość tego "przesłuchania". Wiedziała, że się o nią martwili, ale nie chciała, żeby tak bardzo zaprzątali sobie nią głowę. Sama chciała rozwiązywać swoje problemy. Zajęła ławę trzecią od końca, bo tylko ta była wolna z tylnych ławek. Katie zawsze wolała siedzieć z tyłu niż z przodu. Niestety, za nią siedzieli Ślizgoni i w tym zadowolony z siebie blondyn. Chyba bardzo podobało mu się, że panna Johnson cierpiała. Po jakimś czasie dosiadła się do niej Lavender Brown.
Nagle z tablicy wyłonił się duch, po czym podfrunął do swojego biurka, odczytał listę obecności i zaczął lekcję. Po dwudziestu minutach wszyscy przysypiali, z wyjątkiem Hermiony, która pisała zawzięcie notatki. Katie, która walczyła z tym, aby nie zasnąć, obejrzała się do tyłu i zobaczyła, że wszyscy Ślizgoni wraz z Malfoyem przysypiali tak jak pozostali. Dziewczyna wpadła na pewien pomysł, którego użyła na Malfoyu już wcześniej, ale za wszelką cenę chciała się na nim odegrać. Tak oto powróciła stara Katie Johnson. Wyciągnęła z szaty swoją różdżkę, po czym wycelowała w kałamarz pełen atramentu i wypowiedziała zaklęcie.
- Wingardium Leviosa.
Naczynie z ciemną cieczą w środku uniosło się w górę. Dziewczyna starała się je przechylić, co szło jej z łatwością. Po króciutkiej chwili, Malfoy był cały w atramencie i obudził się jakby coś go poparzyło. Nie dało się nie usłyszeć jego wrzasku. Wszyscy uczniowie zgromadzeni w klasie, zwrócili swoje spojrzenia na Ślizgona i zaczęli się głośno śmiać z wyjątkiem Parkinson, a profesor Binns przerwał swoją historię na temat goblinów. Rozglądał się po całej klasie, po czym zauważył Malfoya całego w atramencie.
- Panie Malfoy, co pan zrobił z tym atramentem? - zapytał swoim sennym głosem.
- Ale to wcale nie ja, panie profesorze. - tłumaczył się.
- Idź do łazienki i zmyj to z siebie.
- Oczywiście. - powiedział, po czym wstał  i wyszedł z klasy.
Profesor kontynuował lekcję, dopóki nie zadzwonił dzwonek. Malfoy wrócił wcześniej na lekcje, a osoby, które na niego spoglądały, powstrzymywały śmiech. On się domyślał kto to zrobił. Nie był na tyle głupi, żeby się nie domyślić. Kiedy wszyscy wychodzili z pomieszczenia, blondyn złapał pannę Johnson za ramię, po czym przycisnął do ściany.
- Wiem, że to ty zrobiłaś, Johnson - syknął.
- Ale co masz na myśli, Malfoy? - zapytała, jakby nie wiedziała o co chodziło.
- Nie udawaj głupiej na jaką wyglądasz, Johnson. To ty wylałaś na mnie cały atrament.
- A widziałeś, żebym to zrobiła?
- Nie musiałem tego widzieć, ja to po prostu wiem. Wiem, że to byłaś ty i teraz mi za to zapłacisz.
Malfoy już wyciągał różdżkę, kiedy nagle oboje usłyszeli znajomy głos.
- Zostaw ją, Malfoy!
To był Harry, który szedł w ich stronę. Katie odepchnęła dłonią Ślizgona od siebie, po czym chwyciła bruneta za ramię. Ten się odwrócił i ruszył za swoją przyjaciółką.






                                                                          *****






Dzień skończył się szybko tak jak się zaczął. Katie ubrana w beżowy, cienki sweter i dżinsy spacerowała po korytarzach Zamku. Miała to gdzieś, że było już późno. Mogła wtedy pobyć sama i pomyśleć nad tym co się stało przez cały dzień. Ta mała zemsta na Malfoyu, zdecydowanie poprawiła jej humor. Zaśmiała się pod nosem jak tylko sobie o tym przypomniała, ale posmutniała jak przypomniała sobie o tym co jej powiedział. Cóż, musiała się pogodzić z tym, że została przez niego wykorzystana, a on nigdy się nie mógł zmienić. Malfoy zawsze pozostał Malfoyem. Ślizgon na zawsze pozostał Ślizgonem. Zastanawiała się czy ta szafka, rzeczywiście była dla jego "przyjaciela" czy była potrzebna jemu do czegoś. Tylko po co ona byłaby mu potrzebna? Katie cały czas dręczyło to pytanie. Chciała o tym porozmawiać z Harry'm. Tak musiała z nim w tej chwili porozmawiać. Szybkim krokiem poszła na siódme piętro do Wieży Gryffindoru, po czym ruszyła po spiralnych schodach do dormitorium chłopców. Dziewczyny miały takie szczęście, że schody nie zamieniały się w zjeżdżalnię, tak jak w ich przypadku, kiedy to oni chcieli się dostać do sypialni dziewcząt. Kiedy powoli nacisnęła klamkę i otworzyła drzwi. Wsunęła najpierw swoją głowę, żeby upewnić się czy wszyscy chłopcy spali. Dormitorium chłopców nie różniło się niczym od dormitorium dziewczyn, poza tym, że w tym spali tylko chłopcy. Zajrzała do łóżka Harry'ego. Nie było go tam. Kiedy przeleciała wzrokiem na łóżko Rona, on tam był. Otworzyła drzwi szerzej, po czym na palcach ruszyła do łóżka Weasleya. Kiedy stanęła nad nim, przyłożyła mu rękę do ust, żeby nie zaczął krzyczeć jakby się obudził. Katie zaczęła delikatnie potrząsać Ronem, żeby się obudził. Po chwili jej się to udało. Kiedy chłopak zobaczył, kto stał obok niej, uspokoił się. Pewnie znowu śniły mu się pająki i myślał, że jakiś go schwytał, pomyślała Katie.
- Wiesz, gdzie jest Harry? - zapytała.
Ron spojrzał na łóżko swojego przyjaciela, które było puste.
- Pewnie musi być w Wieży Astronomicznej. Dumbledore chciał, żeby tam przyszedł. - odpowiedział cichutko, ziewając przy tym i spoglądając na dziewczynę. - A czego od niego teraz chcesz? Nie mogłaś z tym zaczekać do rana tylko mnie budzić?
- Niestety, nie bardzo - odpowiedziała, zaciskając usta.
- Aha  - mruknął, po czym położył się spać.
Katie wyszła z dormitorium chłopców, po czym szybkim krokiem ruszyła do Wieży Astronomicznej. Przez chwilę się zastanawiała, co Dumbledore chciał od Harry'ego o tej godzinie. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, pomyślała Katie. Kiedy była już przy wejściu do Wieży, Katie poczuła, że ktoś ją chwycił za nadgarstek i zamknął dłonią usta. Był to...









                                                                 Witajcie :)
Oto przed wami kolejny rozdział. Trochę z nim zwlekałam, ale ważne, że jest. Przepraszam, jeśli jest za krótki, ale są wakacje i mnie lenistwo dopadło. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Każdą osobę, która przeczytała rozdział, proszę o komentarz. Dla was to tylko chwila, a dla mnie wielka motywacja do dalszego pisania :)
Życzę wam miłych wakacji i pozdrawiam,
Catherine